Problemy z zakłócaniem porządku na Placu Zwycięstwa to nie tylko kwestia zachowania młodzieży. Miejski aktywista Arkadiusz Kemblowski przekonuje, że odpowiedzialność za sytuację ponoszą również dorośli, którzy sami nie zawsze dają dobry przykład.
Dyskusja o sytuacji na Placu Zwycięstwa w Oleśnicy trwa. Po głosach mieszkańców skarżących się na zakłócanie spokoju głos zabrał miejski aktywista Arkadiusz Kemblowski. W swoim obszernym wpisie na Facebooku przedstawił szersze spojrzenie na problem. Jego zdaniem sprowadzanie całej sprawy do zachowania młodzieży jest zbyt dużym uproszczeniem.
Kemblowski uważa, że młodzi ludzie nie funkcjonują w oderwaniu od otaczającej ich rzeczywistości, a ich zachowania są w pewnym stopniu odbiciem postaw dorosłych.
Wskazuje przy tym na kilka problemów, które – jego zdaniem – pokazują słabość społecznej odpowiedzialności i egzekwowania zasad w mieście.
Pierwszym z nich są nocne rajdy samochodowe i hałas powodowany przez kierowców. Aktywista zwraca uwagę, że dorośli, którzy lekceważą przepisy i spokój mieszkańców na drogach, nie powinni dziwić się podobnym postawom młodych ludzi w innych przestrzeniach publicznych.
Kolejną kwestią jest obecność symboli nazistowskich na miejskich obiektach i prywatnych pawilonach. Kemblowski krytykuje brak reakcji właścicieli i zarządców, mimo – jak twierdzi – wydanych nakazów ich usunięcia.
Zwraca również uwagę na problem publicznego spożywania alkoholu. Jego zdaniem interwencje policji często nie przynoszą trwałego efektu. Po wylegitymowaniu osób spożywających alkohol patrol odjeżdża, a sytuacja szybko wraca do poprzedniego stanu.
Aktywista zaznacza jednocześnie, że policja działa w określonych ramach prawnych i nie może zastąpić wychowania, odpowiedzialności obywatelskiej ani codziennego przestrzegania zasad.
W swoim wpisie Kemblowski stawia też szerszą diagnozę dotyczącą miejskiej społeczności. Uważa, że problemów nie rozwiąże samo narzekanie na młodzież, oczekiwanie większej liczby patroli czy przerzucanie odpowiedzialności między instytucjami.
– Prawdziwy problem nie leży w nastolatkach z Placu Zwycięstwa, ale w nas – dorosłych – przekonuje.
Jego zdaniem dopiero wspólne zaangażowanie mieszkańców, władz miasta i służb może przynieść zmianę. Potrzebne jest nie tylko reagowanie na konkretne wykroczenia, ale również konsekwentne dbanie o wspólną przestrzeń i dawanie młodemu pokoleniu właściwego przykładu.
Kemblowski kończy swoje rozważania mocnym przesłaniem: młodzież jest lustrem społeczeństwa, a jeśli nie podoba nam się obraz, który w nim widzimy, powinniśmy zacząć od własnego zachowania.
