W poniedziałkowy wieczór na ulicy Kilińskiego w Oleśnicy rozegrały się dramatyczne sceny. Życie mężczyzny wisiało na włosku, ale błyskawiczne i zsynchronizowane działanie świadków oraz służb doprowadziło do cudu.
Do groźnego zdarzenia doszło w poniedziałek, 26 października, tuż po godzinie 19:00. Osoby postronne zauważyły nieprzytomnego mężczyznę i natychmiast ruszyły z pomocą. Okazało się, że doszło u niego do nagłego zatrzymania krążenia (NZK).
Wyścig z czasem i brak wolnego ambulansu
Świadkowie niezwłocznie wykręcili numer alarmowy i od razu rozpoczęli resuscytację krążeniowo-oddechową (RKO). Ze względu na wydłużony czas dojazdu Zespołu Ratownictwa Medycznego, dyżurny stanowiska kierowania natychmiast skierował na miejsce strażaków z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej w Oleśnicy, w ramach tzw. Izolowanego Zdarzenia Ratownictwa Medycznego.
O życiu poszkodowanego decydowały minuty. Na miejscu wywiązała się walka, w której kluczowa okazała się absolutna ciągłość działań ratunkowych:
- Świadkowie zdarzenia – zauważyli poszkodowanego, zaalarmowali służby i bez wahania podjęli pierwszą resuscytację.
- Patrol Policji – kontynuował uciskane klatki piersiowej do czasu przybycia strażaków.
- Strażacy z JRG Oleśnica – zabezpieczyli rejon, przejęli resuscytację i wdrożyli kwalifikowaną pierwszą pomoc przy użyciu specjalistycznego sprzętu medycznego.
- Ratownicy Medyczni (ZRM) – po dotarciu na miejsce wdrożyli zaawansowane zabiegi medyczne.
Serce znowu zabiło!
Dzięki nieprzerwanej reanimacji i doskonałej współpracy wszystkich zaangażowanych osób, u mężczyzny udało się skutecznie przywrócić funkcje życiowe. Ustabilizowany poszkodowany został przetransportowany do ambulansu i odwieziony do szpitala pod opiekę lekarzy.
To zdarzenie to podręcznikowy przykład na to, jak ogromne znaczenie ma szybka reakcja świadków i sprawny „łańcuch przeżycia”. Gdyby nie natychmiastowy masaż serca podjęty przez przechodniów, ta historia mogłaby mieć zupełnie inny, tragiczny finał.
