Balbina ich przerosła, czyli przestroga dla właścicieli psów

  • 12.11.2019, 07:00
  • Żródło: Panorama Oleśnicka
Balbina ich przerosła, czyli przestroga dla właścicieli psów Balbina znalazła nowy dom w Sycowie
Bernardyn to jeden z najsympatyczniejszych psów. Ale i największych. Opieka więc nad nimi do łatwych nie należy...

- Pies był w małym kojcu, wokół pełno był odchodów. Obok leżały poprzewracane garnki, nie było wody, a letni dzień by upalny - tak o warunkach, w jakich zastała psa opowiada 35-letnia Mirella B., psycholog, była wiceprezes, a do dzisiaj wolontariuszka Oleśnickich Bid.

Pies o wdzięcznym imieniu Balbina to potężny bernardyn, w leciwym już wieku. Trzymany był na posesji przy ulicy Wileńskiej. Czy miał fatalne warunki, czy jednak nie  było aż tak źle? Ta historia to swoista przestroga dla innych właścicieli czworonogów, nawet tych, którzy nie maja w stosunku do swoich pupili aż tak złych intencji...

W kojcu smród i odchody

- Podczas moje wizyty doszło do kłótni z właścicielką o wodę - mówi Mirella B. - Ona powiedziała, że pies pił mleko i mu wystarczy. Wezwana została policja. A pies dostał wodę, zanim ona przyjechała. Po południu pojechałam tam raz jeszcze. Pies miał wodę, ale w kojcu był smród, były wciąż odchody. Pazury miał przerośnięte. Właściciele dostali wtedy propozycję oddania psa, ale zobowiązali się, że będą go wyprowadzali i zaszczepią go. Tłumaczyli, że pies jest silny, ciągnie i dlatego go nie wyprowadzają. Żona właściciela mówiła, że wnuczka będzie płakała za psem, jeśli go zabierzemy. Daliśmy im szansę. Ale po pewnym czasie znowu pojawiły się zdjęcia i posty, że pies dalej śmierdzi, że szczeka, bo jest niewyprowadzany. A przecież obok jest teren lotniska, jest miejsce do spacerów - dodaje.  

Okazało się też, że suka była przez 3 lata nieszczepiona. Wolontariusze po pewnym czasie umówili się na wizytę. Kiedy przyszli, po zapowiedzeniu się, wszytko było w porządku. Ale kolejne informacje o złych warunkach i kolejne obserwacje, potwierdzające, że pies źle wygląda, spowodowały, że na początku 2019 roku fundacja postanowiła go zabrać.

- Był w bardzo złym stanie. Miał kołtuny, na łapach sklejone kołtuny z odchodów, oczy zapuchnięte czerwone, łapy ślizgały mu się na odchodach. Atmosfera podczas wizyty była nerwowa. Żona właściciela, Teresa S., popłakała się. Miałam wrażenie, że jest jej wstyd. - wspomina Mirella B.

Oleśnickie Bidy postawiły wtedy Teresie S. - jej mąż był wówczas nieobecny - ultimatum: albo zrzeknie się psa, albo wzywają policję. Kobieta

zrzekła się Balbiny.
Podobnie o warunkach, w jakich przebywał pies, mówili inni wolontariusze Bid - 34-letni Marek J., operator, i 27-letnia Agniesza S., kontroler.

Potwierdziła to także 35-letnia Katarzyna Z., która jako pierwsza zgłosiła Bidom fakt złych warunków bytowych Balbiny.

- Przyjeżdżałam do kuzynki, która mieszka niedaleko państwa S. - opowiadała ta ostatnia. - Pies był zaniedbany, niewyprowadzany z kojca. Kojec był w słońcu, bez zadaszenia. Smród panował przeokrutny. Nie dało się wypić kawy na ogrodzie...Miał okrutne warunki - oceniła zgłaszająca.
   
Był przejęty, wręcz załamany

Czy mamy więc do czynienia z ludźmi, którzy nigdy nie powinni mieć zwierząt i celowo znęcali się nad psem? Niekoniecznie...

- Marian S. był moim klientem. Początkowo regularnie bywał u mnie z psem, potem rzadziej. Do roku 2015 należycie opiekował się psem - mówi 53-letni Krzysztof B., lekarz weterynarii. - Był szczepiony, odrobaczany. Po roku 2015 odnotowałem jego dwie wizyty. W 2018 roku przyszedł do mnie dość zdenerwowany, mówił, że miał interwencję Oleśnickich Bid i policji.

Jak stan Balbiny ocenił wtedy weterynarz?

 -  Stopień zadbania o psa był nieodpowiedni - przyznał. - Jego kondycja była dostateczna. Miał matowy włos, sfilcowany, wypadający. Miał lekki niedowład zadu i nieznaczne zapalenie spojówek. Nie był kąpany i szczotkowany. Nie był jednak niedożywiony - dodaje. - Ja doradzałem panu Marianowi, którego bardzo lubię, żeby dbał o psa, mówiąc, że Oleśnickie Bidy mu nie odpuszczą. On był bardzo przejęty tą sytuacją, wręcz załamany. Mówił, że żona odchorowała wizytę Bid, że było wzywane do niej pogotowie. Tłumaczył problemy z dbaniem o psa swoim wiekiem i chorobą sercową żony. Mówił, że syn nie pomaga im w opiece. Właściciel to bardzo sympatyczna osoba, nie czułem, żeby ignorował temat. Twierdzi, że interwencja Bid była niewspółmierna do sytuacji - opowiada lekarz, który z Fundacją współpracuje.

- Czy kojec o wymiarach 3,6 na 2 metry jest malutki? Była buda, było zadaszenie nad kojcem - mówi z kolei sam Marian S. - Podłoże pod kojcem to nie była ziemia, tylko beton, aby można było go łatwo zmyć wodą ze szlaucha.

Sąd oceni zarzuty

Prokuratura Rejonowa w Oleśnicy prowadziła postępowanie w stosunku do Mariana S. z Oleśnicy. Oceniła, że w okresie ostatnich 3,5 lat znęcał się nad swoim psem. - Postawiliśmy oleśniczaninowi zarzut z Ustawy o ochronie zwierząt, art. 35. ustęp 1a. Mówi on o znęcaniu się nad zwierzęciem i przewiduje sankcję w postaci kary pozbawienia wolności do lat 3 - powiedział Panoramie Marcin Firko, prokurator rejonowy.

Przed Sądem Rejonowym w Oleśnicy rozpoczął się proces Mariana S., który występuje z obrońcą z wyboru. Pełnomocnikiem Bid jest adwokat Maria Hornung. Wyrok wyda sędzia Joanna Franckiewicz.  

A co się dzisiej z Balbiną?

Sędziwa suka znalazła swój nowy dom - w Sycowie (powiat oleśnicki). Ma dużo miejsca do biegania, chodzi na spacery, bawi się piłką. Futro znów ma lśniące. Ale wciąż przyjmuje leki i dokuczają jej stawy. - Przez swoje ostatnie dni będzie jednak szczęśliwa - mówi Panoramie Izabela Klapińska, prezeska Oleśnickich Bid.    

Źródło: Panorama Oleśnicka

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (1)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

u
u 12.11.2019, 20:25
"Chcieć to móc"... Niestety nie. Móc to pracować, pracować, pracować i ...myśleć w opiece nad zwierzakiem. Zwierzęta nie są nam poddanymi!!! To nie folwark !!!! Takie rozumienie Genesis wsadźcie sobie w Wasze leniwe i odporne na wiedzę ...

Pozostałe