Umierał w męczarniach. Rodzina oskarża szpitale w Oleśnicy i Wrocławiu

  • 24.05.2019, 20:58
  • OAI
Umierał w męczarniach. Rodzina oskarża szpitale w Oleśnicy i Wrocławiu…
Publikujemy tekstową wersje reportażu z cyklu "Interwencja" Polsatu News. Jego autorka jest Irmina Brachacz.

"Operacja pęcherzyka żółciowego zakończyła się dla pana Janusza ropniem, krwiakami i miesięcznym konaniem w męczarniach. Po przebytym zabiegu mężczyzna jeszcze kilkukrotnie trafiał do szpitala. W drodze na kolejną wizytę zmarł na podjeździe dla karetek. Sekcja zwłok wykazała w jego ciele litrowy krwiak. Rodzina zgłosiła sprawę do prokuratury. Mimo iż od zgonu pana Janusza minęły już ponad dwa lata, w sprawie niewiele się dzieje, a żaden ze szpitali nie ma sobie nic do zarzucenia.

Janusz Sidor miał 57 lat. W grudniu 2016 roku nagle źle się poczuł. Diagnoza: zapalenie pęcherzyka żółciowego. 15 stycznia trafił do szpitala w Oleśnicy.

- 16 stycznia został zrobiony zabieg laparoskopowy wycięcia pęcherzyka żółciowego łącznie z kamieniami. Następnego dnia, jak zobaczyłam, że mąż ma woreczek z żółcią przy pasie, okazało się, że był bardzo duży wyciek żółci z krwią. I został zrobiony zabieg: endoskopowe protezowanie dróg żółciowych - mówi Lilianna Sidor – żona zmarłego.

Dwa dni później pana Janusza wypisano, ale w domu zaczął gorączkować. Mimo antybiotyku, stan się nie poprawiał. Po telefonicznej konsultacji z lekarzem prowadzącym, wrócił do szpitala w Oleśnicy.

- Został zrobiony tomograf jamy brzusznej, który wykazał rozległy zbiornik krwisto-ropny, bodajże 10 na 7 cm, duży zbiornik - relacjonuje żona zmarłego.

- Ja cały czas po tacie widziałem, że on mi gaśnie w oczach. Przed szpitalem płakałem wielokrotnie. Mówiłem do mamy, że mi się śnią cały czas jakieś klepsydry, nie wiem dlaczego, ale tak mi się śniło - mówi z kolei syn pana Janusza.

W stanie ogólnym dobrym 31 stycznia pana Janusza wypisano do domu. Ale jego stan dalej się pogarszał. Trafił do szpitalu we Wrocławiu.

- Dostał silnego krwotoku, zemdlał, stracił przytomność. Było bardzo dużo krwi, wezwałam pogotowie. Po gastroskopii, która była wykonana tutaj, w tym szpitalu, stwierdzili że "Oleśnica spieprzyła". Dosłownie te słowa i te słowa powtórzył mi mąż - mówi żona zmarłego.

Pan Janusz znowu trafił do Oleśnicy. Wyjęto mu protezę dróg żółciowych i po kilku godzinach wypisano do domu w stanie dobrym. Dwa dni później już nie żył.

- Patrzę, że mu ręce, nogi wykręca, paraliżuje. Zawiozłam prosto pod drzwi, tam gdzie karetki stają. Zaraz tam wybiegli ratownicy, zaczęła się reanimacja, trwała 20 minut. Wyszedł do mnie doktor, powiedział, że niestety, ale mąż nie żyje - relacjonuje pani Lilianna.

Jak mówi Tomasz Słowik z Prokuratury Rejonowej w Oleśnicy, w sprawie zostało niezwłocznie wszczęte śledztwo w kierunku przestępstwa z art. 155 KK, czyli nieumyślnego spowodowania śmierci.

- Sekcja wykazała rozległy krwiak wielkości 1 litra krwi w jamie brzusznej, z ropniami na otrzewnej, przechodzące na jelita, czyli po prostu agresywny bardzo stan zapalny połączony z krwotokiem - mówi żona zmarłego.

Rodzina nie ma wątpliwości, że winę za śmierć ich bliskiego ponoszą lekarze. Opinia biegłych, która kilka miesięcy temu pojawiła się w sprawie, jest bardzo jednoznaczna.

- Biegli stwierdzili jednoznacznie, że gdyby lekarze podjęli stosowne leczenie, stosowną diagnostykę, to od momentu operacji laparoskopowej do dnia 22, czyli tego dnia, kiedy była wyjmowana proteza dróg żółciowych, istniała realna możliwość pełnego, skutecznego zapobieżenia jego zgonowi - twierdzi pani Lilianna.

Dlaczego w żadnym z dwóch szpitali nie zrobiono operacji, kiedy stan pacjenta się nie poprawiał? Próbowaliśmy o to pytać.

Dyrektor szpitala w Oleśnicy: Państwo próbujecie ferować wyroki.
Reporter: My nie ferujemy wyroków, my mamy opinię biegłych, która mówi, że można było zapobiec tej śmierci.
Dyrektor: Dobrze, ale nie będziemy rozmawiać w takich warunkach. Bardzo proszę, proszę wejść.
Reporter: Rozumiem że mogę wejść z operatorem kamery?
Dyrektor: Nie.
Reporter: Dlaczego?
Dyrektor: Bo ja nie wyrażam zgody na filmowanie.
Reporter: Ale jest pan dyrektorem tego szpitala.
Dyrektor: Nie szkodzi.

W przesłanym oświadczeniu tajemnicą lekarską zasłania się także szpital we Wrocławiu. A prokuratorskie śledztwo trwa już ponad dwa lata.

- Moja wiara jest naprawdę bardzo duża w to, że zostanie to wyjaśnione, że może te inne osoby na woreczki żółciowe są bagatelnymi operacjami, wrócą do swoich rodzin, a nie na cmentarz - mówi syn pana Janusza".

OAI

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (11)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Jola
Jola 20.08.2019, 16:49
Chirurgia to wykańczalnia.Lekarze powinni zmienić zawód.Przestrzegam przed leczeniem się na tym oddziale.Całkowity brak odpowiedzialności za życie
człowieka.Utrzymywanie tego oddziału z dotacji państwa to wielkie nieporozumienie.
Ona
Ona 19.08.2019, 07:34
Oddzial wewnetrzny porazka.jak nie wiedza co dolega czlowiekowi to kaza leczyc sie psychiatrycznie.z daleka od tego szpitala.jak to wyglada jak pani doktor szyderczo wysmiewa sie z pacjenta?!!!!!!.przykra rzeczywistosc
M
M 25.05.2019, 23:44
oKROPNE PIELĘGNIARKI NA CHIRURGI ZWŁASZCZA TAKIE DWIE PRZY KOŚCI WREDNE PYSKATE.a ZE Ś WRENE DO PACJĘTÓW TO NAWET , AKURAT TE O KTÓRYCH MÓWIE TO NIE UKRYWAŁY TEGO NAWT PRZED RODZINA CHOREGO.pOSZŁAM SIE UPOMNIEĆ NIERAZ ŻE KROPLÓWKA SIE SKOŃCZYŁA ,TO TAK ZACZEŁA PYSKOWAĆ ŻE WIE CO ROBI ŻE AŻ ***H SIE ODEZWAĆ. MÓJ TATO SPADŁ Z ŁÓŻKA W DZIEŃ OPERACJI W NOCY WSTAWAŁ DO TOALETY OSŁABIONY PO NARKOZIE NIE BŁO ZADNEGO ZABRZPIECZENI ,ŻADNYCH DRBINEK, PACJENT Z SALI MU POMAGAŁ WSTAĆ I KŁAD GO NA ŁÓZKO. mIAŁ CHORĄ NOGĘ PO TYM UPADKU JESZCZE BARDZIEJ SOBIE COŚ W NIĄ ZROBIŁ . DOPIERO WE WROCŁAWIU JAK JEST GOLY NA INTESYWNEJ TERAPI UMIERAJĄCY ZAUWAŻYLIŚMY CAŁĄ SINĄ NOGĘ. POSZEDŁ DO SZPITALA Z BÓLEM BRZUCHA Z PODEJRZENIEM RAKA JELITA OKAZAŁO SIE PODCZAS OPERACJI ŻE TO SKRĘT JELITA A NIE RAK . Z SALI OPERACYJNEJ WYJECHAŁ USMIECHNIĘTY , ZA KILKA DNI MIAŁ WYJŚC DO DOMU JEDNAK RANA SIĘ NIE GOIŁA I ZROBILI DRUGĄ OPERACJĘ NIESTETY PO TEJ OPERACJI . ZA DWA DNI PRZEWIEZLI GO NA KOSZAROWĄ DO WROCŁAWIA I TAM TERAZ LEŻY POD APARATURAMI W ŚPIĄCZCE NIE MA Z NIM KONTAKTU. ALE JA I TAK MYŚLĘ ŻE TO WINA PIELĘGNIAREK SĄ NIE CZUŁE NA BÓL PACJENTÓW ŻLE ICH TRAKTUJĄ , DO PRACY PRZYCHODZĄ NIE Z POWOŁANIA ALE JAKBY ZA KARĘ MUSIAŁY I TAM SIĘ WYZYWAJĄ NA PACJENTACH, TATO MAŁO WCZEŚNIEJ CHOROWAŁ ALE JAK MIAŁ IŚC DO SZPITALA TO BAŁ SIĘ WŁAŚNIE PILEGNIAREK , MÓWIŁ ZNOWU TE MAŁPY BĘDĄ MNIE PONIEWIERAĆ.
?
? 26.05.2019, 09:18
Przykre, może się coś zmieni ale potrzebny jest nowy personel te osoby co są nie mają cierpliwości do ludzi.Może oprócz dworca PKP ktoś się tym szpitalem zainteresuje....?????
Ewa
Ewa 25.05.2019, 12:33
Mój Tata też zmarł w tym szpitalu,miał 79 lat przed śmiercią byl siedem razy operowany, i na koniec zafundowali mu rurkę tracheotomiczna, pielęgniarki bez uczuć,lekarze ,zależy jaki mieli humor ,informowali bądź nie o stanie chorego,masakra!!!
kl
kl 25.05.2019, 15:31
Wyrazy współczucia dla rodziny .Lekarze i pielęgniarki wysłać na szkolenie z zachowania i praktyki lekarskiej do pacjentów zostawić tylko tych co mają powołanie .Reszta niech zmienią zawód sama leżałam tam widziałam jakie mają podejście do ludzi .Kobieta leżąca która staraciła pamięć jak przynieśli śniadanie a spała to potem jedzenie zabierali lub .Nie mówiąc że zwracałam o przebranie pampersa bo mnie pani prosiła żebym zgłosiła żeby pielęgniarka przszła,niestety po pół godziny ktoś przyszedł łaskawie .Porażka szpital.
go
go 25.05.2019, 10:50
Lekarka A.F bardzo wyśmiewne podejście do pacjentów przydało by się też szkolenie z zachowania i z zawodu też dla pielęgniarek drwiące i sarkastyczne podejście bqrdzo do ludzi.
A
A 25.05.2019, 08:53
Oleśnica to nie szpital to rzeźnia i umieralnia personel tak traktuje pacjentów zmuszają na siłę do wstawania po operacji krzyczą szarpie a taka jest opieka ze 83 letni pacjent zaraz po operacji spadł wnocy zlozka. Widząc ich podejście dziadek prosto w twarz powiedział im wy mnie tu wykończycie a za dwa dni jechał już karetka na wroclaw wstanie krytycznym pod respiratorem a tego dnia miał wychodzić do domu. Teraz walczy o życie gdy dziadka spakowali na wrolaw okazało się ze nie ma jego zeczy osobistych z szafki tak jego szafka została wywieziona na inna sale i postawiona kolo innej pacjentki taka jest opieka w olesnickiej wykańczani ludzi.
as
as 25.05.2019, 00:13
obrzydliwy szpital, obrzydliwy personel...
ki
ki 24.05.2019, 22:51
Bez komentarza.Jestem za likwidacją szpitala.
Juri
Juri 24.05.2019, 22:16
Podobnie jak w Oleśnicy

Pozostałe