Tak została projektantką mody...

  • 7.01.2019, 18:02 (aktualizacja 29.01.2019 22:44)
  • OAI
Tak została projektantką mody...
Marzyłyście kiedyś o byciu projektantką mody? Albo o stworzeniu własnej marki odzieżowej? Olesnica24.com publikuje wywiad z Paulą Sakowską, zamieszczony przez oleśnicką firmę Jersa. Paulina to najmłodsza córka założycieli firmy. Dowiecie się, jaka była jej historia i jak to jest studiować design w Danii...

Jak zaczęła się Twoja przygoda z projektowaniem odzieży?

Przede wszystkim zaczęła się dlatego, że moi rodzice prowadzą firmę produkującą odzież, ale również ważne jest to, że ja sama lubię to robić, dlatego też wybrałam szkołę o takim kierunku - od tej decyzji wszystko się tak naprawdę zaczęło. 

Od kiedy Twoi rodzice prowadzą firmę odzieżową?

Praktycznie od moich narodzin (śmiech).

Wow! Niesamowite, a więc jesteście firmą z długoletnią tradycją. W takim razie od dziecka miałaś styczność z tą branżą, ale czy od dziecka Cię to interesowało? Czy może z biegiem lat przekonałaś się, że to jest to, co chcesz robić?

Tak, od dziecka, albo raczej od kiedy pamiętam. Zawsze lubiłam zwracać uwagę na kreacje, na krój, detal, materiał i kolor. Uwielbiałam detale i zwracałam na nie szczególną uwagę. Uwielbiam również pomagać w zakresie stylu. To nie jest tak, że robię to, bo moi rodzice prowadzą biznes. Od dziecka pasjonowałam się takimi rzeczami i czuję w tym prawdziwą pasję.

A jak to było z firmą? Twoi rodzice od zawsze prowadzili sklep w Oleśnicy?

Rodzice na początku mieli firmę, która zajmowała się przeszyciami. Wyjeżdżali do Niemiec do pracy i właśnie tam poznali osobę, która dostrzegła w nich potencjał. Ich ówczesna szefowa  zaproponowała, aby wrócili do Polski i tam znaleźli krawcowe, które będą przeszywać ubrania na zlecenie dla konkretnej marki. Szczerze mówiąc nadal szyjemy dla tej marki, pomimo upływu lat i tego, że większość światowych produkcji przenosi się do Azji.

Czy Twoi rodzice mieli wcześniej styczność z tą branżą?

Nie! To było dla nich zupełnie coś nowego, ale jak widać świetnie się w tym odnaleźli. Oni po prostu wyjechali do Niemiec do pracy, byli niezwykle pracowici, a to zaowocowało otworzeniem Jersy i długoletnią współpracą. Mnie wtedy jeszcze nie było na świecie. Wtedy to były czasy, gdy już otworzyli produkcję w Polsce, ale nadal pracowali w Niemczech. Moja siostra Kasia była tutaj w Polsce, a więc to była kolejna trudność – rozłąka. Rodzice co tydzień zjeżdżali do Polski, a  wracając zabierali przeszycia dla kontrahenta z Niemiec.

To były z pewnością bardzo pracowite czasy, z czego to się wywodzi? Czy to była pasja do szycia, czy może raczej pracowitość i odpowiedzialność, aby zapewnić swojej rodzinie najlepszy możliwy byt?

Ja myślę, że to się wywodzi z ich pracowitości. Oni po prostu chcieli coś osiągnąć. Chcieli dla swojej rodziny jak najlepiej. I tak po prostu powstała nasza firma. Na początku kilka pracownic, potem kilkanaście, a następnie ogromna produkcja. I tak to było ?

A teraz? Na jakim etapie jest Jersa?

Jest to zdecydowanie trudniejszy czas. Zalewa nas masowa produkcja z Azji, sieciówki, a przede wszystkim trwa ogromna rywalizacja na rynku. Materiały również drożeją. Jak to mówią ,,Chińszczyzna wykańcza każdego’’ (śmiech). Myślę jednak, że dzięki wysokiej jakości wykonania, precyzji i dbałości o detal mamy coraz więcej stałych klientów. Dużo osób znając naszą markę – wraca. Bo wiedzą, że warto wydać odrobinę więcej pieniędzy, niż w sieciówce, aby mieć gwarancję dobrej jakości. To dla nas szczególna radość. Staramy się aby tkaniny były bardzo dobre jakościowo. Myślę, że dużo zyskujemy dzięki zadbaniu o klienta, naprawdę chcemy, żeby kobieta, która kupi naszą sukienkę wyglądała znakomicie. Jeżeli przychodzi klientka do naszego Atelier w Oleśnicy to podchodzimy do niej z absolutną szczerością. Jeżeli w czymś nam się podoba to jak najbardziej zachęcamy do zakupu, ale jeżeli w czymś wygląda według nas źle, to nie owijamy w bawełnę. Nic nam nie da sprzedawanie byle czego. I tak budujemy wokół naszej marki zaufanie, bo to jest tutaj najważniejsze. Chcemy, aby kobieta, która przychodzi na Wrocławską 40 A, wyszła zadowolona!

Od którego roku tworzycie własne projekty?

Myślę, że to było około 15 lat temu. To, że zaczęliśmy projektować pod swoim brandem wyszło samo - naturalnie. Na początku przy naszej firmie produkcyjnej otworzyliśmy sklep. Na początku mieliśmy klika wzorów, potem z biegiem lat ich ilość rosła. Tak to wszystko powstało. Wtedy też moja siostra Kasia była w trakcie nauki projektowania odzieży na Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi. Skończyła uczelnię i zaczęła projektować wzory dla Jersy. Wtedy ja miałam około 15 lat.

Czyli można powiedzieć, że Twoja starsza siostra była dla Ciebie pewnego rodzaju autorytetem i inspiracją?

Nie pamiętam dokładnie, ale myślę, że tak. Ja od dziecka miałam z tym styczność, zawsze w domu był temat firmy – cała rodzina w tym siedzi, więc ja chłonęłam ten cały świat. Kierując się wyborem studiów nie miałam większych wątpliwości, w którym kierunku pójść.  Opcją była także architektura wnętrz, też mnie to interesowało z racji tego, że jest to dosyć podobny kierunek do projektowania ubrań. Przeważyła jednak historia mojej rodziny. Wiedziałam, że w firmie potrzebna jest nowa energia i powiew młodości. Kasia zajmowała się konstrukcjami, pracownicy innymi rzeczami, a nie było osoby, która zajmowałaby się materiałami, szczegółami i detalami projektów. Była potrzebna osoba, która poskleja to wszystko w całość.

Czyli taką osobą teraz jesteś?

Dokładnie tak.

A czy możesz powiedzieć, że ta praca to spełnienie Twoich marzeń?

Myślę, że tak, ale zawsze człowiek chce czegoś więcej. Nie chciałabym się w tym miejscu zatrzymać, ale iść do przodu i rozwijać. Zawsze mam wrażenie, że mogłabym więcej zrobić.

Od ilu lat jesteś już w firmie?

Od 3 lat i mogę stwierdzić, że był to bardzo produktywny czas w mim życiu. Wiele się nauczyłam i myślę, że jeszcze wiele rzeczy się nauczę.

A czy wcześniej bywałaś w firmie?

Studiowałam za granicą, a więc mnie nie było tutaj na miejscu. Ale zawsze byłam ‘’przy firmie’’

Jak to się stało, że wybrałaś kierunek za granicą?

Akurat znalazłam kierunek, który mi odpowiadał i który był związany z modą. W Skandynawii mają też zupełnie inne podejście do nauki, niż w Polsce. Duży nacisk stawia się na praktykę, nie teorię. Dużym atutem był też fakt, że te studia były bezpłatne.

A czemu nie Polska?

Moja siostra uczyła się na najlepszej polskiej uczelni i stąd wiedziałam, że tam panuje podejście bardziej artystyczne. Duży nacisk stawia się na rysunek i rzeźbę. Ja niekoniecznie jestem takim typem osoby. W liceum wolałam matematykę od plastyki. To nie było dobre rozwiązanie dla mnie. Natomiast na mojej uczelni rzeczywiście panowało takie podejście jakie ja lubię – techniczne. Takie podejście do mody bardzo mi się spodobało. Uczyliśmy się jak robić tabele wymiarów, jak technicznie do tego wszystkiego podejść. Myślę, że w tej kwestii dopełniamy się z Kasią idealnie. Ja patrzę jak to wszystko wygląda z technicznego punktu widzenia, czy coś jest praktyczne i opłacalne, a Kasia podchodzi do tego bardziej twórczo i artystycznie, ale również technicznie od strony wykonania danej sukienki. Tutaj idealnie się razem dopełniamy.

Co najbardziej podobało Ci się w studiowaniu w Danii?

Właśnie to podejście praktyczne. Tam było dużo projektów, dużo współpracy z innymi kierunkami – np. musieliśmy stworzyć swoją markę, swój produkt, co pokazywało nam, że w firmie pracuje nie jedna osoba, a cały zespół. Jeżeli jedna osoba nie zadowala zespołu to tracą na tym wszyscy. To mnie nauczyło, że aby cokolwiek powstało niezbędne są do tego odpowiednie jak i odpowiedzialne osoby. Dlatego też tutaj staram się być takim motorem napędowym. Staram się ogarnąć to wszystko, pracę z naszymi kontrahentami, wysyłanie nowych modeli, kontakt z całym naszym zespołem, tworzenie nowych kolekcji. Muszę też być ze wszystkim na bieżąco – wiedzieć, że tego materiału już nie ma, ten można domówić, a innych już nie będzie. Wszystko musi być świetnie zorganizowane. Te studia nauczyły mnie tego wszystkiego, miałam okazję poznać wiele wspaniałych ludzi z różnych krajów. To byli naprawdę ludzie z pasją, która również bardzo mnie inspirowała.

Rzeczywiście, to musiało być niesamowite przeżycie. Jednak to nie jest tak, że studia dają inspirację do działania, a rzeczywistość uniemożliwia nam spełnianie marzeń? Jak to było w Twoim przypadku?

Dla mnie największa inspiracją są nasze klientki i to one dają siłę to działania. Gdy jest sezon i dużo modeli się sprzedaje to jest dla mnie niesamowita inspiracja – naprawdę! Albo sytuacja, gdy wypuszczamy  model, który nie do końca mnie urzekł, a przychodzi klientka, mierzy sukienkę i wygląda w niej oszołamiająco! Takie sytuacje zdarzają się często! I takie sytuacje dają siłę do dalszego rozwoju. Uwielbiam na przykład kiedy jest sezon weselny i nie  nadążamy z zamówieniami, wtedy wiemy, że to wszystko ma sens. A w momencie, kiedy jest sezon zimowy  tych zamówień jest mniej, to człowiek skupia się nad poprawką tego co jeszcze trzeba ulepszyć i co jeszcze można zrobić lepiej. 

 

OAI
Podziel się:
Oceń:

Komentarze (3)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

SZC
SZC 7.01.2019, 20:56
Drzemiąca moc działania w tak skromnej osobie. Chyle nisko czoła, gratuluję!
Beata
Beata 7.01.2019, 20:36
Mega historia! I to marka z Oleśnicy ❤️
Ania
Ania 7.01.2019, 19:50
Pozazdrościć.

Pozostałe

Redakcja Oleśnica24.com

Olpress s.c. 56-400 Oleśnica, ul. Młynarska 4B - zobacz szczegóły

Redaktor naczelny: Krzysztof Dziedzic - [email protected] | tel. +48 601 785 165