Sławek Wiatr z Oleśnicy ma za sobą 14. maraton w ramach swojego projektu „Wicher Marathon”. Tym razem zmierzył się z trasą w Hanoi, która okazała się najbardziej ekstremalną z dotychczasowych. Biegowi towarzyszyły otwarty ruch uliczny, wielopasmowa autostrada i ulewny deszcz na ostatnich kilometrach. Mimo trudnych warunków oleśniczanin dobiegł do mety w limicie i – jak sam podkreśla – w świetnym humorze.
Pierwsza odsłona projektu „Wicher Marathon” została zaliczona. Tym razem Sławek Wiatr wybrał maraton w Hanoi w Wietnamie. Jak relacjonuje, była to zdecydowanie najbardziej wymagająca trasa, z jaką przyszło mu się dotąd zmierzyć.
Nie chodziło wyłącznie o dystans 42,195 km. Cała trasa prowadziła przy otwartym ruchu kołowym, a jeden z jej odcinków – liczący około 15 kilometrów – przebiegał sześciopasmową autostradą.
– To była najbardziej ekstremalna trasa, z którą dotychczas się zmierzyłem – relacjonuje Sławek Wiatr. Z charakterystycznym dla siebie poczuciem humoru dodaje, że poziom inhalacji spalin mógł wynieść „750 proc. dziennej dawki”.
To jednak nie koniec wyzwań. Od 33. kilometra aż do samej mety zawodnikowi towarzyszył ulewny deszcz. Mimo zmęczenia i trudnych warunków, Sławek Wiatr nie odpuścił i ukończył bieg w wymaganym limicie.
– Mimo to zmieściłem się w limicie, nie byłem ostatni i w świetnym humorze kompletnie przemoczony wróciłem do hotelu – podsumował.
