Po podróży przez Dubaj i Katmandu grupa ruszyła z Lukli. Pierwszy etap zakończyła w Phakding, na wysokości 2610 m n.p.m.
Najpierw Dubaj, potem Nepal
Wyprawa rozpoczęła się w piątek. Anna, Paulina, Dariusz, Mariusz, Mateusz i Piotr najpierw polecieli z Polski do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. W Dubaju spędzili sobotę, odwiedzając m.in. okolice Burj Khalifa i odpoczywając nad Zatoką Perską.
Następnie ruszyli do Katmandu – stolicy Nepalu i ostatniego dużego punktu przed rozpoczęciem trekkingu.
Mgła opóźniła lot do Lukli
Przelot z Katmandu do Lukli nie odbył się od razu. Po kilku godzinach oczekiwania uczestnicy wyprawy wsiedli do samolotu, ale ze względu na mgłę w rejonie planowanego lądowania musieli opuścić pokład.
Po pewnym czasie warunki pozwoliły na start. Około 30-minutowy lot linią Summit Air zakończył się w Lukli, położonej na wysokości około 2860 m n.p.m.
Pierwsze kilometry trekkingu
Po przepakowaniu bagaży i krótkiej przerwie grupa rozpoczęła pieszą wędrówkę. Po drodze uczestnicy wykupili pozwolenia na wejście do parku, płacąc – według relacji klubu – 3000 nepalskich rupii, czyli około 75 zł.
Pierwszy odcinek liczył około ośmiu kilometrów. Trasa prowadziła zarówno pod górę, jak i w dół. Celem było Phakding, gdzie grupa dotarła po pierwszym dniu marszu.
Nocleg w górskiej wiosce
Phakding leży na wysokości 2610 m n.p.m. i jest jedną z miejscowości na szlaku prowadzącym w kierunku regionu Everestu.
Jak relacjonują członkowie „Czekana”, warunki zakwaterowania są proste. Obowiązuje zasada, zgodnie z którą turyści płacą za kolację i śniadanie, natomiast pokój otrzymują bez dodatkowej opłaty. Na miejscu dostępny jest m.in. zimny prysznic.
Pierwszy etap wyprawy przebiegł zgodnie z planem. Przed sycowską grupą kolejne kilometry trekkingu i coraz wyższe partie Himalajów. Klub zapowiada następne relacje z wyprawy.
