21 kilometrów, hiszpańskie bezdroża, pierwsze spotkania z pielgrzymami i chwile samotności. Łukasz Baszkiewicz, radny Gminy Dobroszyce (powiat oleśnicki), rozpoczął swoją wędrówkę Camino Primitivo – jedną z najstarszych tras prowadzących do Santiago de Compostela. Pierwszy etap prowadził z Oviedo do Paladín.
Początek drogi w Oviedo
Wszystko zaczyna się wczesnym rankiem w albergue. Pielgrzymi powoli przygotowują się do drogi. Jedni pakują plecaki, inni wypijają szybką kawę, jeszcze inni są już kilka kilometrów dalej.
Wśród porannego szelestu śpiworów i zapinanych plecaków co chwilę można usłyszeć krótkie: „Buen Camino!”. Na Camino te dwa słowa stają się czymś więcej niż tylko życzeniem dobrej drogi. To pozdrowienie, gest solidarności i znak, że wszyscy uczestnicy wędrówki, niezależnie od tego, skąd przybyli, podążają w tym samym kierunku.
Pierwszym celem Łukasza Baszkiewicza jest katedra w Oviedo. To właśnie tutaj rozpoczyna się jego Camino Primitivo.
Chwila zatrzymania, pamiątkowe zdjęcie i można ruszać.
Z miejskiego gwaru w ciszę
Zanim jednak droga na dobre prowadzi poza miasto, są jeszcze drobne zakupy i obowiązkowa kawa w jednym z lokalnych barów.
Hiszpański poranek ma swój charakterystyczny rytm. Lokale są pełne mieszkańców, którzy przy kawie rozmawiają i rozpoczynają kolejny dzień. Nie ma nerwowego pośpiechu. Jest za to atmosfera, która szybko udziela się również pielgrzymom.
Po chwili Oviedo zostaje za plecami.
Miejski krajobraz stopniowo ustępuje zieleni. Asfalt i zabudowania z każdym kilometrem pojawiają się coraz rzadziej, a droga staje się spokojniejsza. Znika miejski gwar, pozostają krajobraz, własne myśli i rytm kolejnych kroków.
To właśnie tutaj zaczyna się prawdziwe Camino.
Każdy ma swoją drogę
Pierwszy etap nie oznacza tłumu pielgrzymów. Wręcz przeciwnie – przez znaczną część trasy Baszkiewicz idzie samotnie.
Od czasu do czasu pojawia się inny wędrowiec. Krótkie „Buen Camino!”, uśmiech i każdy rusza dalej własnym tempem.
Bo Camino nie jest wyścigiem.
Każdy niesie swój plecak, ale także własną historię, doświadczenia i powód, dla którego zdecydował się wyruszyć w drogę. Jedni szukają ciszy i odpoczynku od codzienności, inni chcą zmierzyć się z własnymi ograniczeniami. Są też tacy, którzy po prostu chcą przez kilka dni żyć prościej – z dala od codziennego pośpiechu.
Na Camino liczy się przede wszystkim kolejny krok.
21 kilometrów do Paladín
Kolejne kilometry mijają, aż po 21 kilometrach pojawia się cel pierwszego etapu – Paladín.
Po dotarciu do albergue przychodzi czas na odpoczynek. Prysznic, uporządkowanie plecaka, pranie rzeczy i chwila wytchnienia po pierwszych kilometrach. To codzienność pielgrzyma, która bardzo szybko staje się częścią rytmu Camino.
Wieczorem, o godzinie 19:00, wszyscy spotykają się przy jednym stole.
Nie ma znaczenia, skąd pochodzą, czym zajmują się na co dzień ani jakie historie zostawili za sobą. Tego wieczoru łączy ich wspólna droga.
Jest kolacja, rozmowy i oczywiście lokalny akcent – asturyjski cydr.
Prostszy świat
Pierwszy dzień Camino pokazuje, że wędrówka do Santiago może być czymś znacznie więcej niż pokonywaniem kolejnych kilometrów.
W ciągu kilku godzin świat staje się prostszy. Najważniejsze są rzeczy podstawowe: przejść kolejny odcinek, znaleźć miejsce na odpoczynek, zjeść posiłek, przespać noc i rano ponownie założyć plecak.
I ruszyć dalej.
Przed Łukaszem Baszkiewiczem kolejne kilometry Camino Primitivo, kolejne miejscowości, spotkania i doświadczenia. Każdy następny dzień będzie kolejnym rozdziałem tej niezwykłej wędrówki.
A na zakończenie pierwszego etapu pozostają słowa, które na Camino można usłyszeć niemal wszędzie:
Buen Camino! Ultreia!, czyli po prostu: Dobrej drogi!
