Chciałoby się rzec: jak to z ołowiem na Śląsku było…
Ołów miał się dobrze, plan wydobycia jeszcze lepiej, a dzieci z podwórek przy hucie dosłownie znikały. Chudły, bladły, słabły i często umierały z niewyjaśnionych przyczyn. Gdyby nie heroiczna walka o każdego małego pacjenta, uświadamianie ich rodziców, dziadków, pomoc w skierowaniach do sanatoriów, a nawet w przesiedleniach ze skażonych dzielnic w bardziej czyste miejsca, tragedia byłaby jeszcze większa.
Gdyby nie altruistyczna praca i serce zwykłej, a zarazem niezwykłej pediatry Jolanty Wadowskiej-Król, pielęgniarki Wiesi, profesor Bożeny Hager-Małeckiej i wielkiego szczęścia w PRL-owskiej machinie, gdzie wszystko musiało być cudowne i dla ludzi, być może nie powstałby ten świetny reportaż.
Autor Michał Jędryka uniknął ciężkich skutków ołowianej epidemii i wspaniale napisał o ołowianych dzieciach. Reporterska i detektywistyczna smykałka, swada oraz lekkość wspomnień z dziecinnych lat sprawiają, że czyta się je doskonale. Kapitalna lektura, choć ciarki przechodzą, jak widzi się dane (przekroczenie dopuszczalnych norm o kilkaset jednostek, zdejmowanie nocą filtrów z kominów huty, by sprostać idei, zmowa milczenia)
Sensacja, kryminał, horror, ale nie brak stron o dziecięcej radości.
Bardzo polecam, Ela z Czytelni
