Oto list czytelnika portalu olesnica24.com:
Jestem mieszkańcem Oleśnicy, a dokładniej ul. Kleeberga, osiedla znajdującego się tuż przy Szkole Podstawowej nr 6. Pomimo bliskiej lokalizacji szkoły, osiedle to pozostaje miejscem niebezpiecznym, a problem nie został dotychczas nagłośniony.
Znaczna część mieszkańców osiedla, a szczególnie jednej z klatek, zalicza się do szeroko rozumianej patologii. W mojej klatce większość lokatorów notorycznie organizuje całonocne imprezy zakrapiane alkoholem i innymi używkami. Podczas tych spotkań dochodzi do niebezpiecznych zachowań, takich jak tańce na parapetach czy dzwonienie nietrzeźwych sąsiadów do domofonu w godzinach nocnych (3–4 w nocy).
Codziennie słychać głośną muzykę, puszczaną ze sprzętu nadającego się raczej do dyskoteki niż do 45-metrowego mieszkania. Gra ona o różnych porach dnia i nocy, zagłuszając rozmowy domowników i uniemożliwiając odpoczynek czy sen.
W okresie wiosenno-letnim na placu zabaw, znajdującym się na terenie osiedla, odbywają się również alkoholowe i narkotyczne imprezy mieszkańców, którzy korzystają z urządzeń przeznaczonych dla dzieci (karuzele, piaskownice, zjeżdżalnie) oraz z ławek. Organizują tam kilkunastoosobowe „bale”, zakłócając spokój, ciszę nocną i zaczepiając przechodniów. Spotkania tego typu odbywają się także przy klatkach schodowych, zwłaszcza przy mojej klatce, skąd pochodzi około 60% uczestników osiedlowych ekscesów.
Podczas imprez pod klatką odbywają się „zabawy” w nocne dzwonienie do domofonów mieszkańców, krzyki, picie alkoholu i rzucanie butelek. Niektórzy lokatorzy, zażywający oprócz alkoholu także mocniejsze substancje, niszczą wyposażenie mieszkań – meble, sprzęty, a nawet drzwi – które następnie wyrzucają przez okno. Jeden z sąsiadów wyrzucił już przez okno z 2. piętra odkurzacz, kawałki drzwi oraz telewizor, prawie trafiając bawiące się dziecko.
Wszystkie te sprawy były zgłaszane na policję. W zeszłym roku, we wrześniu, zostałem pobity przez wspomnianego sąsiada i jego kolegów, gdy wracałem z pracy około godz. 23:00, trafiając na jedną z imprez. Otrzymałem cios w potylicę, kilka razy w twarz, zostałem zepchnięty ze schodów i kopnięty w plecy, głowę i twarz. Zgłosiłem sprawę na policję i byłem na obdukcji, jednak sprawa nadal się toczy.
Córka jednej z normalnych rodzin mieszkających w mojej klatce była regularnie i bez powodu wyzywana przez sąsiada od „szmat”, „suk” itp., a także grożono jej oraz mnie, próbując wymusić wycofanie moich zeznań dotyczących pobicia.
Policja jest wzywana regularnie przez część „normalnych” mieszkańców w sprawach imprez, gróźb czy rzucania przedmiotów przez okna, ale działania te nie przynoszą skutku. Podobnie kilkanaście zgłoszeń do ZBK nie przyniosło żadnej reakcji z ich strony.







