Głośne modlitwy z użyciem megafonu, podniesione głosy i symboliczna czarna trumna przed wejściem do szpitala – taka sytuacja powtarza się od pewnego czasu i budzi coraz większy sprzeciw personelu medycznego.
W liście otwartym do redakcji praktykantka Monika Kalęba opisała, co wydarzyło się w sobotę 11 kwietnia 2026 roku. Przed budynkiem szpitala grupa mężczyzn ponownie odmawiała różaniec, używając nagłośnienia. Hałas był wyraźnie słyszalny na oddziałach, gdzie okna często pozostają otwarte.
„Na oddziałach przebywają osoby w różnym stanie – zarówno ciężko chore, jak i dochodzące do zdrowia. Takie sytuacje wywołują u pacjentów niepokój, stres, a czasem nawet strach” – pisze praktykantka.
Szczególnie trudne ma być to na porodówce. Kobiety rodzące lub rodzice oczekujący na narodziny dziecka zmuszeni są słuchać głośnych komunikatów i modlitw.
Dodatkowo uwagę Moniki Kalęby zwróciła mała czarna trumna wystawiona przed wejściem do szpitala – symbol, który w miejscu pełnym cierpienia i nagłych przypadków (np. rodzice z chorym dzieckiem) może działać wstrząsająco.
Praktykantka podkreśla, że szanuje prawo do wolności wyznania i wyrażania poglądów, ale przestrzeń szpitala powinna być miejscem ciszy, spokoju i bezpieczeństwa.
„Gdzie w tej sytuacji są odpowiednie służby? Dlaczego takie zgromadzenia odbywają się bez reakcji? Czy naprawdę nikt nie bierze pod uwagę dobra osób przebywających w szpitalu?” – pyta autorka listu.
Sprawa wpisuje się w szerszy kontekst podobnych manifestacji antyaborcyjnych organizowanych przed szpitalami w różnych częściach Polski (m.in. w Oleśnicy, Gdańsku czy Lubaniu), które wielokrotnie budziły kontrowersje i prowadziły do skarg pacjentów oraz personelu.
Dyrekcja szpitala i odpowiednie służby (policja, sanepid, urząd miasta) na razie nie odniosły się publicznie do zgłoszenia.






