Radny Mirosław Płaczkowski wystosował interpelację do burmistrza, w której domaga się, aby w najbliższej uchwale dotyczącej programu opieki nad zwierzętami bezdomnymi znalazły się… dziko żyjące króliki domowe.
Chodzi o króliki, które w ostatnich latach rozmnożyły się w mieście po tym, jak kolejne pokolenia porzuconych pupilów zaczęły żyć na wolności. Najwięcej obserwuje się ich w okolicach osiedli blokowych, parków, rowów melioracyjnych, terenów zielonych przy ulicy Wrocławskiej, Armii Krajowej, w rejonie cmentarzy i na nieużytkach.
"Są to zwierzęta domowe, które w wyniku porzucenia żyją na wolności w przestrzeni miejskiej. Nie są dzikie w rozumieniu biologicznym, więc gmina ma obowiązek zapewnienia im opieki - podobnie jak robi to w przypadku innych gatunków"
- napisał radny Oleśnicy Dla Was.
W interpelacji pada konkretny zestaw żądań: włączenie "dziko żyjących królików domowych" do zapisów uchwały o opiece nad zwierzętami bezdomnymi, wygospodarowanie w budżecie miasta pieniędzy na dokarmianie, opiekę weterynaryjną i sterylizację, opracowanie humanitarnego planu zarządzania populacją (czyli m.in. odławianie, kastracja/sterylizacja i ewentualny powrót do adopcji lub – w ostateczności – eutanazja w przypadkach skrajnego cierpienia).
Radny podkreśla, że takie podejście byłoby zgodne z dobrymi praktykami i etyką opieki nad zwierzętami towarzyszącymi, które znalazły się poza domem.





