Po raz trzeci byli mieszkańcy dawnej wsi Siemianówka (tej położonej tuż koło Lwowa) przyjechali z całego Dolnego Śląska, żeby choć na kilka godzin wrócić do czasów, kiedy byli jedną wielką rodziną. Wielu z nich ostatni raz widziało się jako dzieci – jeszcze przed tragicznym przesiedleniem w 1945 roku.
Organizatorem tego niezwykłego spotkania był Henryk Tuła, który razem z sołtysem Piotrem Długoszem i całym sztabem wolontariuszy stworzył prawdziwe wigilijne cuda. Na stołach nie zabrakło tradycyjnego opłatka, barszczu z uszkami, pierogów i makowców, a w powietrzu unosiła się woń siana i choinki.
Największe emocje wybuchły jednak, gdy rozległy się pierwsze dźwięki kolęd. Przy akompaniamencie Andrzeja Prusa i z pięknym wsparciem zespołu folklorystycznego „Uśmiech” z Dobroszyc pod batutą Justyny Kochańskiej sala dosłownie płynęła we łzach i uśmiechach jednocześnie.
„To nie jest zwykłe spotkanie. To jest powrót do domu, którego już fizycznie nie ma… ale który wciąż żyje w nas wszystkich” – mówili ze łzami w oczach uczestnicy.
Szerzej - w Panoramie Oleśnickiej.



















